Czytam „W głębi kontinuum” i zastanawiam się, jak to się
stało, że rzeczy tak oczywiste są tak nieoczywiste. I jak to może być, że
dopiero po 40 latach bycia na tym świecie odkrywa się nagle, że ciało wcale nie
jest elastyczne, że jest zasklepione w swoich automatyzmach i świrach miauczyńskich.
A to przecież takie proste: na każdym etapie rozwoju mamy jakieś potrzeby. Żeby
wspiąć się na kolejny (w domyśle – wyższy) etap, potrzeby niższego rzędu
powinny być zaspokojone. Zdaje się, że nawet Maslow o tym pisał, zachwycamy się
jego piramidą, ale oczywiście jesteśmy dumni, ze wspięliśmy się na najwyższy
szczyt. Tymczasem, większość z nas nie ma zaspokojonych podstawowych
niemowlęcych potrzeb – bliskości i bezwarunkowej miłości. Przenosimy je więc na
każdy kolejny obszar, który z konieczności jest jakiś kulawszy niż poprzedni,
bo przecież nie do końca rozwinięty. A ciało coraz bardziej sztywnieje…

Wszystko to napisałam po to, by dać kontekst kotu :) Otóż, złożyła mi się
ostatnio refleksja poksiążkowa (mniej więcej w takim zestawie jak powyżej) z
obserwacją zachowania mojej kotki. Ma ona w swoim życiu dwa światy: dom i koci
raj. Dom oznacza 70 m2 w budynku mieszkalnym na 4 piętrze, ze schodami wewnątrz,
sporą przestrzenią i licznymi udogodnieniami specjalnie dla kota. Koci raj natomiast
oznacza dom jednorodzinny moich rodziców, z ogrodem i tą zaletą, że można
biegać nawet po całym osiedlu, jeśli w duszy tak zagra. Nie mamy oporów, by
kota wypuszczać bez umiaru. Zdarza się, że nie wraca na noc lub śpi na tarasie
pod gołym niebem. I co?

Ano to, że oprócz dwóch miejsc kotka ma również dwa
zachowania. W kocim raju jest pełna, nasycona wrażeniami. Przychodzi tylko
wspólnie spać i nic więcej od ludzi nie chce (jak mawia mój brat – jest autystycznym
kotkiem, nie utrzymuje kontaktu wzrokowego). Jest w pełni w swojej naturze,
realizuje się sama. A tymczasem we Wrocławiu… kot potrzebuje naszej obecności,
chce się wspólnie bawić, patrzy w oczy (co podobno nie jest w zwierzęcej
naturze), aportuje liściem (to jej ulubiona zabawa) i pieści się. Nie ma tutaj
wystarczającej liczby wrażeń i podniet, które zaspokajałyby jej potrzebę polowań
i strachu.

Tak samo jest z niemowlętami ludzkimi. Najbardziej podstawową
pierwszą potrzebą jest potrzeba bliskości mamy. Tuż zaraz za tym – rozlicznych wrażeń
z oglądu świata takiego, jakim go widzi mama. Oznacza to stałą przy niej
obecność – na ręku, na biodrze lub w chuście (w krajach bardziej cywilizowanych
;-)). Jeśli położymy je do łóżeczka /leżaczka/wózeczka, z całą pewnością będzie
im brakowało ciepła oraz wrażeń i będą szukały ekwiwalentu. Nawet jeśli go
znajdą, będzie to tylko ekwiwalent, który może skutkować różnymi protezami w
życiu dorosłym. A co dopiero, jeśli nie znajdą…